Szykanowani związkowcy
Nieprzedłużanie umów o pracę, szukanie „haków”, prześwietlanie uczestników, którzy wzięli udział w pikiecie przed siedzibą „Stokrotki” w maju tego roku to tylko niektóre skutki protestu.
Związkowcy ze „Stokrotki” domagali się przestrzegania prawa i przywrócenia do pracy zwolnionej, z podejrzeniem naruszenia prawa, pani Eweliny.
Ale to nie był koniec listy zarzutów wobec pracodawcy, jakie przedstawili związkowcy. Wypisali ich długi rejestr i umieścili na kartkach w kolorze żółtym, zielonym i czerwonym. Można tam było przeczytać między innymi: stop dyskryminacji, 1 pensja – 3 etaty, wolny dostęp do informacji, pracownik też człowiek i wiele innych.
Dziś, jak mówi nam przewodnicząca organizacji NSZZ „Solidarność” w tej sieci handlowej, sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Do wspominanych wyżej zarzutów dochodzą te, związane z szykanowaniem członków Związku, którzy wzięli udział w pikiecie.
– W świat poszły zdjęcia i teraz pracodawca wyszukuje te osoby i na przykład nie przedłuża im umowy o pracę – mówi nam przewodnicząca.
Organizacja jest od miesięcy w sporze zbiorowym z pracodawcą. Teraz, po podpisaniu protokołu rozbieżności, związkowcy czekają na mediacje z prezesem firmy.
Jedynym plusem majowej pikiety jest fakt, że hasło: „stop dla jazdy pod zakazy” wywołało reakcję zarządzających firmą i kierowy, przynajmniej częściowo, mają zapewniony legalny wjazd na teren np. osiedli.
