Stop likwidacji polskiej edukacji
Ponad 4 tysiące ludzi wzięło udział w demonstracji w Warszawie zorganizowanej przez oświatową „Solidarność” i stowarzyszenia rodziców. Nauczyciele wspólnie z rodzicami protestowali przeciwko forsowanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej zmianom w polskim systemie oświaty. Przypomnieli także postulaty dotyczące podwyżek nauczycielskich wynagrodzeń o 15 proc. od stycznia 2026 roku i powiązaniu płac w oświacie z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce.
Manifestacja została zorganizowana pod hasłem „Stop likwidacji polskiej edukacji”. Jej uczestnicy zebrali się przed kościołem św. Anny. Zwracając się do nauczycieli i przedstawicieli stowarzyszeń rodziców przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” Waldemar Jakubowski, przypomniał, że oświatowa „S” od lat domaga się powiązania wysokości nauczycielskich pensji ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce. Taki mechanizm uniezależniłby zarobki tej grupy zawodowej od „widzimisię polityków i corocznej gry wokół budżetu”.
Od edukacji wszystko się zaczyna
Kolejny postulat oświatowej „S”, o którym mówił przewodniczący, dotyczy zobowiązania państwa do wydatkowania określonej kwoty na zadania oświatowe. – Taka deklaracja padła w przypadku obronności. Edukacja nie jest mniej ważna, bo jak nie będziemy mieli dobrze wykształconych uczniów, to nie będzie żołnierzy, nie będzie inżynierów, nie będzie nic – powiedział przewodniczący oświatowych struktur „S”.
Jakubowski ocenił, że zmiany wprowadzane przez MEN wywołują chaos w szkołach. Podkreślił, że nauczyciele najbardziej potrzebują stabilizacji i spokoju. W jego ocenie kierunki zmian w polskiej szkole powinny zostać wypracowane na podstawie rzetelnych badań naukowych przeprowadzonych przez instytucje niezależne od MEN.
Zamiast kolejnych reform, chcą świętego spokoju
O chaosie i braku stabilizacji mówiła także Sylwia Kloc, matematyczka z 25-letnim doświadczeniem. – Zmiany w edukacji trwają od zawsze, jak się mnie ktoś pyta: Czego ty chcesz od ministerstwa? Ja mówię: świętego spokoju. Niestety pozytywnych efektów tych wszystkich zmian nie widać. Jak rozpoczynałam pracę w szkole 25 lat temu to czwartoklasista mnożył liczbę dwucyfrową przez jednocyfrową, a teraz nie zna tabliczki mnożenia. Reformy, które wyrzucają różne elementy z programów nauczania, nic nie dają – podkreśliła Sylwia Kloc. Matematyczka zwróciła także uwagę na codzienne problemy nauczycieli związane ze zbyt licznymi klasami i dużą liczbą dzieci z różnego rodzaju dysfunkcjami, wymagającymi dodatkowej uwagi i zaangażowania ze strony pedagogów.
Nowe podstawy, poważne obawy
Uczestnicy manifestacji mówili także o zagrożeniach związanych z nowymi podstawami programowymi, które mają zostać dostosowane do jednolitego systemu nauczania na terenie całej Unii Europejskiej. Hanna Dobrowolska, eksperta stowarzyszeń rodziców podkreśliła, że podstawy te były opracowywane przez MEN w ostatnich miesiącach, ale żadne konkretne informacje na ich temat nie zostały przekazane opinii publicznej. – Poważnie niepokoimy się o to, co kryje się pod hasłem: Reforma 2026. Kompas jutra – zaznaczyła ekspertka. Dodała, że zmiany mają dotyczyć nauczania języka polskiego, historii oraz biologii, geografii i chemii. Do klasy VI szkoły podstawowej te ostatnie przedmioty mają zostać zastąpione przyrodą, która będzie nauczana w ciągu trzech godzin w tygodniu.
Uczestnicy demonstracji podkreślali również, że sprzeciwiają się zmianom w nauczaniu religii i etyki w szkołach. W tym roku szkolnym zredukowano liczbę godzin tych przedmiotów z dwóch do jednej tygodniowo. Sprzeciw rodziców budzi także wprowadzany w tym roku szkolnym w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych nowy przedmiot, jakim jest edukacja zdrowotna. Przedmiot ten nie jest obowiązkowy i zastąpił dotychczasowe wychowanie do życia w rodzinie. Decyzję o udziale w edukacji zdrowotnej mają podjąć rodzice lub pełnoletni uczniowie. Deklarację należy złożyć najpóźniej do 25 września.
Solidarnosckatowice.pl
foto: tysol.pl