Czy odczuwasz strach? Jeśli nie, to przeczytaj dalej.
Unia Europejska i Zielony Ład przypominają palenie papierosów – tyle się mówi o ich szkodliwości, że przestaliśmy się tym przejmować. Ostrzeżenia spowszedniały, a większość ignoruje ryzyko. Problem zaczyna się wtedy, gdy przez palenie ktoś zachoruje na raka płuc. Wtedy skutki odczuwa nie tylko sam palacz i jego bliscy, ale całe społeczeństwo – wszyscy muszą składać się na leczenie. Zatem gdy ktoś lekceważy ostrzeżenia i nie powstrzymuje się od własnych przyjemności, płacimy za to wszyscy. Moje przekonanie jest proste: jeśli podejmujesz decyzje, ponosisz ich konsekwencje! Tymczasem Unia decyduje, a my mamy płacić rachunki. Pisząc eufemistycznie – nie jestem entuzjastą tego pomysłu.
Piotr Łusiewicz, szef Sekretariatu Przemysłu Chemicznego, to zwolennik rozmowy – człowiek, który woli tłumaczyć niż krzyczeć. Zwrócił uwagę, że zamiast wywierać presję na UE, powinniśmy przedstawiać swoje racje spokojnie i rzeczowo. Zorganizował spotkanie w Warszawie dotyczące Zielonego Ładu, zapraszając europejskie centrale związkowe oraz przedstawicieli Komisji Europejskiej. Piotr zachęcał nas byśmy szukali porozumienia, a nie tylko krytykowali – i miał rację, to właściwe podejście. Zastanawiam się jednak, czemu pozwolił mi uczestniczyć w tym spotkaniu? 😉
Na początku rozmowy eurokraci postawili tezę, że nie wolno podważać założeń Zielonego Ładu – można dyskutować tylko o sposobie i terminie wdrożenia. Uprzejmie zwróciłem uwagę, że to niepoważne stanowisko, bo nie można zmieniać tylko tego, co już się wydarzyło – ale na przyszłość mamy wpływ. Tak jak nie zmienimy wczorajszego obiadu, ale możemy wybrać, co zjemy jutro. Dlatego decyzja o wdrożeniu lub wycofaniu Zielonego Ładu powinna być przedmiotem rozmów – żyjemy przecież w wolnej Polsce i Europie. Te słowa wywołały zamieszanie, później poszło już z górki.
Referowałem trzy tematy: Zielony Ład, Umowę Mercosur oraz konflikt na Ukrainie.
Zielony Ład uderza w wiele branż, ale przede wszystkim w rolników – naszych żywicieli i głównych odbiorców nawozów, bez których plony spadną nawet o połowę (to optymistyczny scenariusz). Bez masowej produkcji rolnej grozi nam realny głód. Mieszkaniec wsi poradzi sobie, wyhoduje trochę ziemniaków i parę kur, ale co z mieszkańcami miast? Czy będą gotować wyborcze obietnice w różnych smakach? Koszty energii i gazu – kluczowych surowców dla przemysłu chemicznego – są w Rosji i Chinach tak niskie, że nasz przemysł nawozowy i chemiczny traci sens istnienia. Tylko silne i konkurencyjne rolnictwo, branża samochodowa, meblarska i budownictwo dają gwarancję przetrwania przemysłu chemicznego. Już teraz ETS zamyka instalacje melaminy w Puławach. Przypomnę melaminę wykorzystuje się do produkcji:
- naczyń stołowych: lekkie, nietłukące talerze, miski, kubki i przybory kuchenne;
- laminatów dekoracyjnych: warstw mebli, paneli podłogowych i ściennych;
- płyt drewnopochodnych: klejów i spoiw do płyt wiórowych i pilśniowych;
- farb i lakierów: jako składnik poprawiający ich właściwości.
Gdy polska produkcja zniknie, chińska melamina będzie tańsza czy droższa? Jak myślicie?
Umowa Mercosur, moim zdaniem, w kilka lat zniszczy europejskie rolnictwo. Nigdy nie będziemy konkurencyjni cenowo wobec produktów z Ameryki Południowej, które już dziś powstają dzięki rosyjskim nawozom i pestycydom, często przekraczającym normy cywilizowanych państw. Może będziemy świecić po zjedzeniu brazylijskich ziemniaków, ale będą tanie. Ta żywność wyprze europejską – zostanie nam tylko produkcja organiczna. Przemysł samochodowy przestanie korzystać z naszej chemii, a jeśli w ogóle przetrwa w Europie, będzie korzystał z chińskiej melaminy.
Załóżmy, że w ciągu pięciu lat od podpisania Umowy Mercosur upadnie nasze rolnictwo, a razem z nim przemysł nawozowy i wydobywczy (Bogdanka dostarcza węgiel Zakładom Azotowym w Puławach). Żywność dla Europy będzie produkować Ameryka Południowa, w 100% na rosyjskich nawozach. Po pięciu latach Rosja może przestać je eksportować – co wtedy? Plony spadną o połowę. Czy Europa kupi żywność, czy będzie głodować? Czy Rosja może sobie na to pozwolić? Pamiętacie pojęcie Hołodomoru? Przypomnę, że według szacunków, Hołodomor spowodował śmierć około 6–10 milionów ludzi na Ukrainie. Rosja to dzicz, barbaria wroga wolności i kulturze łacińskiej. Dzisiejsi Ruscy to troglodyci, niewytłumaczalnym zrządzeniem ewolucji chodzący na dwóch nogach.
Dopóki trwa wojna na Ukrainie, możemy próbować blokować import rosyjskich nawozów – choć cła w Polsce są jedną z najmniej skutecznych metod ochrony rynku. Im więcej zakazów, tym więcej zakazanych towarów trafia na rynek. Uważam, że nasze służby celne są tak zinfiltrowane przez obce wywiady i grupy przestępcze, że nie służą państwu, lecz interesom tych grup – ilość rosyjskich nawozów w Polsce jest tego dowodem. Po wojnie otworzy się rynek ukraiński, a tamtejsi rolnicy będą kupować tanie rosyjskie nawozy. Ukraińskie produkty rolne zaleją Europę, konkurując cenowo z tymi z Ameryki Południowej, co ostatecznie pogrąży europejskie rolnictwo.
Takie opinie przedstawiłem na konferencji. Nikt nie potrafił ich obalić, nikt nie zaproponował bardziej sensownych alternatyw. Dzięki temu mam przeczucie, że już mnie nie zaproszą.
Wniosek jest jeden: wielu ekspertów twierdzi, że w 2027 roku Polska z kraju przyfrontowego stanie się krajem frontowym. Powinniśmy wyciągnąć wnioski z przeszłości (1939) i założyć, że w chwili zagrożenia nasi sojusznicy mogą się od nas odwrócić. Musimy więc zadbać o siebie sami – o własny przemysł, rolnictwo, przemysł zbrojeniowy i armię – i to natychmiast. Czy teraz czujesz strach?
Sławomir Kamiński